Aktualności

Kredyt fankowy czy nie frankowy

Aktualności

Produkt „kredytu frankowego” w polskim obrocie prawnym jest doświadczeniem stosunkowo nowym. Pomimo sporego dorobku orzeczniczego w temacie uznawania „umów frankowych” za nieważne bądź uznawania ich poszczególnych klauzul za bezskuteczne, nie udało się wypracować jak dotąd jednolitej linii orzeczniczej co najmniej z dwóch przyczyn.

Główną przyczyną, dla której część sądów skłania się ku nieingerowaniu w stosunki zobowiązaniowe stron jest dość trywialna i ogólna – ustawodawca nie przewidział dla umowy „kredytu frankowego” żadnej, szczególnej formy regulacji pierwotnej, która istniałaby przed upowszechnieniem tego produktu bankowego na rynku polskim, dlatego tak dla prowadzenia sprawy frankowej jak i wyrokowania niezbędna jest szersza wiedza na temat prawa cywilnego, a w szczególności – stosunków zobowiązaniowych. Oczywiście wśród wzorców „umów frankowych” spotykane są różnorodne rozwiązania wywołujące na ogół analogiczny skutek dla kredytobiorcy, co również nie sprzyja wypracowaniu jednolitej linii orzeczniczej.

Drugą przyczyną niejednolitej linii orzeczniczej jest skala problemu frankowiczów – mniej więcej od 2012 r. dynamika napływu „spraw frankowych” do polskich sądów przybiera na sile. Przedmiotem sporu między stronami są najczęściej dość znaczne kwoty, a skala spraw przegranych dla banków i zobowiązań do zwrotu kredytobiorcom części wpłaconych rat stale rośnie. Problem frankowiczów jest więc zauważalnie ryzykowny dla polskiej gospodarki, która w dużej mierze zależy od instytucji finansowych.Ten uproszczony w prawdzie, ale odczuwalny klimat spraw frankowych sprawia, że sądy powszechne bywają niekiedy bardzo powściągliwe w uwzględnianiu stanowisk frankowiczów.

Historia kredytów, w których wysokość zadłużenia oblicza się według kursu kupna waluty w dniu podpisania umowy nie ma swojego początku w krajach Europy Środkowowschodniej. W skali światowej swoistą cenzurą otwierającą działalność bankową na możliwość oferowania kredytów rozliczanych w walutach obcych były przemiany rynku australijskiego w latach 70 XX wieku, które zapoczątkowały proces deregulacji nadzoru nad działalnością australijskich banków. Na fali owych przemian w ofercie liderów sektora bankowego w Australii pojawiły się tak zwane kredyty denominowane, wśród których najczęściej oferowaną walutą denominacji był frank szwajcarski, ale również jen czy dolar amerykański (te waluty, dla których referencyjną wysokość oprocentowania jest stawka LIBOR).

Podobnie jak w Europie w okresie 2004-2007 r. atrakcyjność kredytów denominowanych wiązano przede wszystkim z różnicą poziomu stóp procentowych stosowanych wobec walut krajowych a walut innych państw. Kredyt walutowy wyrażany we franku szwajcarskim przedstawiany był jako tańsza dla kredytobiorców alternatywa - dopuszczalna cena, po jakiej bank udostępniał kredytobiorcom kapitał wyrażony w walucie szwajcarskiej była niższa w przypadku franka, wyższa w przypadku waluty krajowej. Niskooprocentowane i tanie w zakupie franki skłaniały kredytobiorców do zaciągania kredytów – byli to przede wszystkim Ci kredytobiorcy, którym odmawiano zgody na zaciągnięcie kredytu w walucie krajowej wobec braku zdolności kredytowej.

W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że raty kredytobiorców australijskich zaczęły gwałtowanie rosnąć w momencie, gdy dolar australijski zaczął tracić na wartości w stosunku do innych walut – począwszy od 1985 r. Już w roku 1987 rzeczywista wysokość rat miesięcznych płatnych w walucie krajowej (przedstawianych kredytobiorcom jako raty annuitetowe – równe) wzrosła o 100% w stosunku do stanu sprzed dwóch jeszcze lat. W 1991 r. ujawniono wymianę korespondencji między liderami banków australijskich, z których wynikało bezsprzecznie, że od początku spadku notować waluty australijskiej zarządy banków krajowych zdawały sobie sprawę z dużego ryzyka proponowanych klientom kredytów denominowanych (ryzyka, które ponosić mieli ostatecznie kredytobiorcy). Opisany powyżej „kryzys” skłonił australijskie sądy do szerszej analizy praktyk bankowych – naliczania tzw. spreadów czy ich polityki informacyjnej.

Umowa kredytu, podobnie jak działalność bankowa jest w Polsce co do zasady regulowane ustawą.
Ci z Państwa, którzy zawarli niekorzystne dla siebie umowy kredytu „we frankach” zdają sobie sprawę, że „kredyt frankowy” nie jest w istocie frankowy - nie należy utożsamiać go z konstrukcją kredytu walutowego. Zarówno kredyty indeksowane jak i denominowane frankiem szwajcarskim wypłacane są i spłacane w polskiej walucie. Charakteryzują się natomiast tym, że świadczenia wzajemne stron są waloryzowane w odniesieniu do kursu waluty obcej. Powyższego nie zmienia fakt, że w umowach kredytu denominowanego kwota udzielanego kredytu jest wyrażana we franku szwajcarskim. Istotnym jest, że przy kredycie walutowym kredytobiorca otrzymuje walutę obcą, co „kredytów frankowych” oczywiście nie dotyczy.

Problemem ściśle prawnym jest ocena zjawiska waloryzacji, a przede wszystkim jego prawnych implikacji. Nie bez przyczyn kredyt złotowy (nazywany wymijająco „kredytem frankowym”) wkomponowano klauzulę waloryzacyjną. Owa klauzula waloryzacyjna także jest specyficzna. Zgodnie z art. 3581§ 2 k.c. strony mogą zastrzec w umowie, że wysokość świadczenia pieniężnego zostanie ustalona według innego niż pieniądz miernika wartości. O tym, że kredyty frankowe są w zasadzie przeciwieństwem kredytu walutowego, a problem prawny skupiać się powinien na zastosowanej w nich klauzuli waloryzacyjnej świadczą 3 poniższe tezy, które dotyczą każdej umowy kredytu indeksowanego bądź denominowanego frankiem szwajcarskim:

  1. Kredytobiorcy udzielany jest kredyt określony w walucie obcej, a wypłacany w złotówkach wg kursu kupna waluty obcej z dnia uruchomienia kredytu (kredyt denominowany) bądź udzielany w złotówkach i wypłacany w złotówkach, a następnie przeliczany na walutę obcą (kredyt indeksowany)
  2. Kredytobiorca spłaca kredyt w złotówkach w wysokości, którą bank kształtuje
    w odniesieniu do kursu sprzedaży waluty obcej (w tym miejscu skupia się zasadniczy problem większości frankowiczów).
  3. Kredytobiorcy nie przysługuje roszczenie wypłaty środków w walucie obcej, natomiast bank jest uprawniony żądać spłaty w złotówkach.

W praktyce oznacza to, że bank jest wyłączną stroną umowy uprawnioną do operacji przeliczeniowych, zaś umowa nie przewiduje innej możliwości spełniania świadczeń przez jej strony. Wobec braku jasno sprecyzowanych kryteriów ustalania kursów wymiany walut wartość zobowiązania banku i kredytobiorcy nie są ekwiwalentne, a kredytobiorcy nie przysługuje prawo do kontroli przeliczeń dokonywanych przez bank – tak w sensie formalnym jak i materialnym, bowiem nie jest mu znany mechanizm ustalania kursów wymiany walut, a bank ustala kurs swobodnie w sposób dowolny na każdym etapie realizowania umowy. Oczywiście, w przypadku kredytów denominowanych lub indeksowanych  bank nie ponosi w zasadzie także kosztów zakupu waluty obcej – nic nie wskazuje, aby wypłacając i przyjmując środki wyrażone w złotówkach bank przeprowadzał takie operacje, a przynajmniej nie dzieje się to w zakresie objętym zawartą
z kredytobiorcą umową.

Istotą ustawowo regulowanej umowy kredytu jest natomiast ekwiwalentność świadczeń utożsamiana
z tym, że kredytobiorca zobowiązany jest zwrócić bankowi kwotę nominalną kredytu powiększoną
o odsetki. Jak się wydaje, w przypadku kredytów denominowanych/indeksowanych nigdy do takiej sytuacji nie dochodzi. Już w dniu uruchomienia kredytu kredytobiorca ma do spłacenia kapitał większy od wysokości udzielonego kredytu, co można zobrazować prostym przykładem:

Świadczenie banku:

Kwota udzielonego kredytu: 65.126,00 CHF

Średni kurs kupna CHF na 6.04.2006 r.: 2,4855 zł

Kwota wypłaconego kredytu: 161.870,67 zł

Świadczenie kredytobiorcy:

Kwota spłaty: 65.126,00 CHF

Średni kurs sprzedaży CHF na 6.04.2006 r.: 2.5357,00 zł

Kwota do spłaty: 165 139,99 zł

Różnica: 3.269,32 zł

Dzieje się tak z wielu przyczyn. Najdalej oczywistą jest stała różnica między kursem kupna a sprzedaży obcej waluty. Kurs kupna jest na ogół niższy od kursu sprzedaży (co obrazuje powyższy przykład). Niestety, dla frankowiczów zjawisko to stało się bardzo dolegliwe głównie z tej przyczyny, że spłata rat kredytu została rozciągnięta w czasie, w którym znaczna większość wpłacanych rat przeliczana jest po znacznie wyższym kursie od kursu rynkowego z dnia zawarcia umowy. W efekcie kredytobiorca spłaca kredyt w kwocie nie tyle wyższej od zaciągniętego, co znacznie wyższej. Oczywiście „ryzyko kursowe” ma przy tym charakter nieograniczony.

Owa różnica wykazana w powyższym przykładzie stanowi przemilczane w umowie, dodatkowe wynagrodzenie banku z tytułu udzielonego kredytu, a wynikające wyłącznie z różnic kursowych. Oczywiście do takiego wynagrodzenia bank nigdy nie był uprawniony przez świadomie oceniającego sytuację kredytobiorcę.

W momencie, w którym kurs franka szwajcarskiego zaczął drastycznie rosnąć, ustawodawca zwrócił uwagę na położenie części frankowiczów uchwalając tzw. ustawę antyspreadową. Celem omawianej nowelizacji miało być złagodzenie skutków owych różnic kursowych w ten sposób, że banki były zobowiązane umożliwić kredytobiorcy spłatę kredytu bezpośrednio w walucie obcej. Powyższa możliwość dla tych frankowiczów, którzy zdecydowali się skorzystać z rozwiązań ustawowych oznaczała, że bank nie miał już możliwości ustalania kursu, po jakim raty płatne w złotówkach przeliczane były na walutę obcą – kredytobiorca miał możliwość dalszej spłaty kredytu bezpośrednio w obcej walucie. Oczywiście ustawa nie rozwiązywała problemu znacznych nadpłat dokonanych do dnia jej uchwalenia. Nie usuwała przy tym innego zamiaru stron przy zawieraniu umowy.

Na opisany mechanizm zwrócił między innymi uwagę Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrując sprawę, w której bank miał możliwość swobodnego, arbitralnego ustalania kursu wymiany waluty:

„Klauzule I i II są sprzeczne z dobrymi obyczajami i rażąco naruszają interes konsumenta, gdyż wzorzec nie precyzuje sposobu ustalania kursu wymiany walut wskazanego w Tabeli Kursów Walut Obcych (…). Bank może wybrać dowolne kryteria ustalania kursów, niekoniecznie związanych z aktualnym kursem ukształtowanym przez rynek walutowy i ma możliwość uzyskania korzyści finansowych stanowiących dla kredytobiorcy dodatkowe koszty kredytu, których oszacowanie nie jest możliwe ze względu na brak oparcia zasad ustalania kursów wymiany o obiektywne i przejrzyste kryteria. Kursy wykorzystywane przez Bank nie są kursami średnimi, lecz kursami kupna i sprzedaży, a więc z zasady zawierają wynagrodzenie – marżę Banku za dokonanie transakcji kupna lub sprzedaży, której wysokość jest zależna tylko i wyłącznie od woli pozwanego (…) Konsument zawierając umowę kredytu indeksowanego liczy się i akceptuje ryzyko wynikające ze zmienności kursów walutowych, lecz nie ma ono nic wspólnego z ryzykiem całkowicie dowolnego kształtowania kursu wymiany przez kredytodawcę i narażenia konsumenta na nieprzewidywalne koszty (...) Te dwie klauzule (indeksacyjne) kształtują prawa i obowiązki konsumenta w ten sposób, że Bank może w sposób dowolny ustalać wysokość kursów walut wynikających z Tabeli (…) Z żadnego postanowienia umownego nie wynika, jak kurs danej waluty ma być ustalany. Co prawda, pozwany podniósł, że TKWO określa ceny, po jakich Bank dokonuje ze swoimi klientami transakcji walutowych, i jest dowolna jedynie w tym sensie, w jakim dowolne są ceny każdego przedsiębiorcy handlującego jakimkolwiek dobrem, a czynniki wpływające na treść Tabeli to typowe czynniki wpływające na wysokość ceny, jednak takie stwierdzenie nie znajduje żadnego uzasadnienia w świetle zebranego w sprawie materiału dowodowego. Przede wszystkim należy zauważyć, że brak określenia sposobu ustalania kursów walut obcych powoduje to, że Bank może tak naprawdę wybrać dowolne kryteria ustalania kurów, niekoniecznie związane z aktualnym kursem ukształtowanym przez rynek walutowy i ma możliwość uzyskania korzyści finansowych stanowiących dla kredytobiorcy dodatkowe koszty kredytu, których oszacowanie nie jest możliwe ze względu na brak oparcia zasad ustalania kursów wymiany o obiektywne i przejrzyste kryteria. Kursy wykorzystywane przez Bank nie są kursami średnimi, nie są kursami rynkowymi, lecz kursami kupna i sprzedaży obowiązującymi u pozwanego.”

Podobnie argumentował

„W niniejszej sprawie, co wynika z treści łączącej strony umowy, bank udzielił pozwanej kredytu walutowego. Ustawa prawo bankowe nie zawiera legalnej definicji umowy kredytu walutowego. Odwołując się do zasad interpretacji językowej, za kredyt walutowy uznać należy zatem kredyt, który jest określony w walucie obcej, w tejże walucie obcej jest wypłacony i w walucie obcej jest spłacony.(…) W omawianej sprawie wartość kredytu wyrażona została we franku szwajcarskim, natomiast wypłata kredytu i ustalenie wysokości raty odnosiło się do złotych polskich. W tej sytuacji kredytobiorca nigdy nie spłaca nominalnej wartości kredytu, bowiem z uwagi na różnice kursowe zawsze będzie to inna kwota (należy pamiętać, iż kredyt uruchomiono w złotych, a nie we franku szwajcarskim). Cecha ta stanowi znaczące odejście od ustawowej konstrukcji kredytu, której elementem przedmiotowo istotnym jest obowiązek zwrotu kwoty otrzymanej. Fakt ten wynika z włączenia do umowy klauzuli waloryzacyjnej, która powoduje, że wysokość zobowiązania wyrażonego w walucie polskiej jest modyfikowana innym miernikiem wartości. Włączenie do umowy takiej klauzuli waloryzacji wprowadza szereg problemów związanych z przełamaniem zasady nominalizmu, zasady określoności świadczenia, obarczeniu kredytobiorcy nieograniczonym ryzykiem kursowym, a także możliwości naruszenia przepisów o odsetkach maksymalnych(…) Warto także zauważyć, iż uruchomienie kredytu następowało w PLN według kursu kupna, natomiast spłata kredytu ustalana jest w oparciu o kurs sprzedaży. Już tylko takie zastrzeżenia zawarte w umowie stanowi rodzaj ukrytej prowizji banku. Kredytobiorca zaciągając i spłacając kredyt nawet tego samego dnia i przy niezmienionym kursie waluty zobowiązany byłby do spłaty wyższej kwoty aniżeli pożyczył. Różnica wynikałaby z różnic kursu kupna i sprzedaży waluty w banku i obowiązku dokonania spłaty w PLN(…) - Wyrok Sądu Okręgowego w Toruniu Wydział I Cywilny z 13 lipca 2016 r., Sygn. akt I C 916/16.

Oceniając natomiast zakres obowiązku informacyjnego banku przy udzielaniu kredytów należy wskazać, iż bank udzielając kredytu denominowanego lub indeksowanego walutą obcą miał w obowiązku wyczerpująco poinformować kredytobiorcę o ryzyku kursowym. Sądy powszechne najczęściej uznawały i wciąż uznają, że banki zawierając umowy takich kredytów przed kryzysem finansowym wywiązały się z tego obowiązku w sposób ogólny informując klientów o ryzyku zmiany kursu waluty. Klienci najczęściej byli świadomi wyłącznie niewielkich wahań kursowych, które powszechnie występowały na rynku finansowym w okresie zawierania umowy.

Korzystnym dla konsumentów jest w tym zakresie prawo Unii Europejskiej i orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Na obowiązek informacyjny banków zwracał bowiem uwagę Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Z wyroku o sygn. C-186/16 wynika, iż propozycja umowy lub umowa powinna przedstawiać wszelkie ryzyka i zyski z niej wynikające w sposób, który pozwalałby konsumentowi na oszacowanie konsekwencji ekonomicznych jej zawarcia w oparciu o jednoznaczne i zrozumiałe kryteria. Co więcej – Trybunał uznał, że sądy państw członkowskich powinny rozpatrywać każdą sprawę w świetle całokształtu działalności banków przy sprzedaży produktów finansowych, w tym zawieranych umów kredytu, przede wszystkim zwracać uwagę czy konsumenta zaznajomiono z wszelkimi możliwymi informacjami mogącymi mieć wpływ na zakres jego obowiązków oraz ocenę całkowitego kosztu kredytu. Ciężar obowiązków wynikających z uświadomienia konsumenta co do podejmowanej decyzji spoczywać powinien był na instytucjach finansowych, które w sposób szczególnie ostrożny powinny były przedstawiać konsumentom możliwość wzrostu lub spadku wartości waluty, w której udzielono kredytu. Jak się zdaje – w obowiązku tym pozostaje także uświadomienie ryzyka co do możliwości znacznego wzrostu rat. Zgodnie bowiem z art. 4 ust. 2 dyrektywy 93/13 klauzula waloryzacyjna/przeliczeniowa powinna być dla konsumenta zrozumiała w stopniu, który pozwalałby mu oszacować w oparciu o jednoznaczne i zrozumiałe kryteria konsekwencje ekonomiczne zawieranej umowy, w szczególności jej całkowity koszt.

Ocena „umów frankowych” nigdy nie jest prosta z punktu widzenia przeciętnego kredytobiorcy. Ustawodawca wychodzi z podobnych założeń wyposażając kredytobiorcę w środki ochrony prawnej zastrzeżone wyłącznie na jego rzecz. Najpowszechniejszymi dążeniami profesjonalnych pełnomocników działających na rzecz klientów są przepisy materialnoprawne z art. 58 k.c. oraz art. 3851 k.c., tym nie mniej ich wykorzystanie wiąże się najczęściej z koniecznością posiadania znacznie szerszej wiedzy z zakresu prawa cywilnego czy bankowego. Dla jak najpełniejszego wykorzystania możliwości procesowych niezbędna okazuje się znajomość procedury cywilnej i umiejętne wykorzystywanie gwarantowanych nią uprawnień. Z uwagi na powyższe, każdemu frankowiczowi stanowczo zalecamy konsultację z profesjonalnym, doświadczonym pełnomocnikiem procesowym, co znacznie zwiększa szanse uzyskania satysfakcjonującego rozstrzygnięcia sądu.

 

LOKALIZACJA
W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.